piątek, 28 grudnia 2012

Dzień 89: Powrót do rzeczywistości

Święta się skończyły. No cóż, niestety a może i nie. Nawet ciężko zauważyć, że w ogóle jakieś były. Miałam plan, aby się nie uczyć przez święta. Ale teraz to już trzeba będzie, chociaż strasznie mi się nie chce a jest tego sporo. Student zrobi wszystko, żeby tylko się nie uczyć, ja właśnie skończyłam małe sprzątanko.
Od wczoraj chyba popadłam w manię herbacianą. Herbata leje się litrami jak nie hektolitrami. Herbatka z cytryną, malinowa, cytrynowa, truskawkowa, wieloowocowa.  Chce ktoś ?
Nie ma to jak po świąteczna herbatka w świątecznym kubeczku.

Ktoś kiedyś powiedział, że jakie Święta taki cały następny rok. Inny ktoś znów rzekł, że jaki Sylwester taki rok. Ja za to mówię: NIE! Jeżeli tak ma być, mówię : NIE ! 

Patrzę sobie na te wszystkie notatki z nadzieją, że samo się to za mnie zrobi. Ale cóż, nie chce. Choćbym nie wiem jak pięknie na to patrzyła - no nie chce. I co teraz? Troszeczkę już mam za sobą, ale nie mam sił na więcej.
INFINITIVES ? Boże dlaczego! FONETYKA? Ale co ja złego zrobiłam !?
Trzeba to przecierpieć, potem będzie jeszcze gorzej. Niedługo sesja : System Eliminacji Studentów Jest Aktywny.

HELP ME !!!

Cóż, idę sobie poromansować z fonetyką. Może coś z tego będzie ;) 



sobota, 22 grudnia 2012

Dzień 83: Człowiek wielofunkcyjny

Wigilia w poniedziałek, jak już każdy o tym dobrze wie. Sprzątanie zakończone pomyślnie. Skutki sprzątania są, okropny ból lewego przedramienia. Kartki świąteczne jeszcze nie wszystkie rozdane. Ciasteczek coraz mniej. Ale jak im się oprzeć? Przekonajcie się :





W tym tygodniu przekonałam się co to być człowiekiem wielofunkcyjnym. Ta wielofunkcyjność niestety będzie musiała mi towarzyszyć jeszcze przez najbliższe dni.

I się zacznie okres 'nawzajem' .. A gdyby choć od siebie jakieś słówko powiedzieć, to nie boli ;)

Cóż święta, ale nauka jest. W Wigilię sobie odpuszczę, ale potem nie ma zmiłuj.. chociaż, znając mnie różnie być może.

Łacina napisana, przede mną kolejne kolokwia a i sesja za pasem. Co to będzie nikt nie wie. Ale za to przeżyliśmy koniec świata ! Na te święta życzcie mi cierpliwości i większej pojemności mózgu, przyda się na pewno !




MERRY CHRISTMAS!
SMILE AT FACE, NO WORRIES,
PEACE IN YOUR HEART
AND EVERYTHING THE BEST
FOR YOU !!!







środa, 19 grudnia 2012

Dzień 80: Brak czasu

Nie mam czasu na nic, albo jakiś kolos, albo prezentacja, zadania, zaraz święta to i posprzątać trzeba.



POŻYCZY KTOŚ KILKA GODZIN ?

niedziela, 16 grudnia 2012

Dzień 77: Coraz bliżej święta

O tak, coraz bliżej święta, a nauki wcale nie mniej. Nawet jeszcze więcej, już znane są terminy styczniowych kolokwiów. Jakież to wspaniałe uczucie spędzać święta z myślą, że następnego dnia trzeba się będzie uczyć.
Fonetyka nie daje spokoju i chyba nigdy nie da, trzeba się będzie z tym pogodzić. Literatura daje się oswoić - jest plus. Szkoda tylko, że nie mam czasu na zdjęcia. Tak mi się bardzo za tym tęskni. W sumie czas mam wieczorami najczęściej ale jednak to nie jest odpowiednia pora.
A takie oto cuda udało mi się wytworzyć, gdy jeszcze w styczniu tego roku miałam czas:


Ale ja się wcale nie chwalę, ale czyż nie są wspaniałe?
Wczoraj było jeszcze pieczenie ciasteczek. Mąka. Mąka everywhere! Ale to uczucie chyba każdy dobrze zna. Ale na razie trzeba było ciasteczka schować co by do świąt dotrwały.

Idę ogarnąć jeszcze trochę prezentacji. Trzymajcie się ciepło, w końcu pogoda nas nie rozpieszcza.  Cóż Polska nie Miami jakoś musimy dać sobie radę ;)


piątek, 14 grudnia 2012

Dzień 75: Wszytsko na raz!

Czas streścić 3 piękne dni w jednym wpisie. Wydaje się to być "Mission Impossible". Najlepiej będzie wszystko chronologicznie opisać, a żeby się nie pogubić.

1. Literatura.
Matko Boska najukochańsza. Czytać fragmenty powieści można, ale żeby od razu historię społeczności odizolowanej w pewien sposób od "reszty", której zadaniem co jak co ale było zabijanie nieposłusznych kobiet, które najprawdopodobniej sprzeciwiły się zasadom panującym w ich świecie. Te wszystkie sznury, widownia, kopanie mężczyzny aż do śmierci ... Nie tego człowiek oczekiwał.

2. Brak prądu.
W środę w okolicach godziny 17. dostałam sms'a o treści wskazującej na to, że w Ż. nie ma prądu od rana i nie wiadomo kiedy ma być. Tak to też człowiek styrany po całym dniu wrócił do domu o godzinie 19. (a prądu dalej nie było). Cóż, poszalejmy! Czas na odrabianie zadań przy świecach. Czułam się jak w średniowieczu albo chociaż w dobie wojennej. Bałam się, że niechcący mogę spalić swoje ukochane notatki.

3. "Mój tydzień z Marilyn"
Cóż, prądu dalej nie było (oddali go chyba dopiero grubo po 22 - czyli wtedy gdy już nie był potrzebny). Nie było co robić, spać się nie chciało. Błyskotliwa myśl - Jeny, przecież ja mam książkę do przeczytania!  I tak też się stało. Przy pomocy fantastycznej lampki zaczęłam czytać książkę. Trochę mi zeszło zanim zabrałam się za czytanie w tych jakże dogodnych warunkach. Ale wracając do samej książki, jestem chyba już gdzieś w połowie. Moim zdaniem bardzo fajna, oparta na faktach książka napisana przez osobę, która owe wydarzenia przeżyła osobiście. Zawsze gdy mam do wybrania albo obejrzeć film oparty na jakowejś książce albo tą właśnie książkę - wybieram książkę. Może kiedyś znajdę czas na film. Tak nawiasem mówiąc, jak już może wspominałam, że luuubię sieć sklepów BIEDRONKA, gdyż tą książkę udało mi się właśnie tam zakupić za jedyne 14.99 zł ;)

4. Łacina.
Kolokwium odwołane - więcej mówić nie trzeba.

5. Gramatyka opisowa :)
Uwielbiam długie /u:/ i te durne teksty i dźwięki wydawane przez całą grupę.

6. Filozofia.
Dziś dowiedziałam się że tak na prawdę nie wiem kim jestem i nigdy się nie dowiem bo taka natura ludzka. A ludzie, którzy się dobrze znają są dla siebie przezroczyści. A w dodatku ponoć mam nieodpartą chęć zdarcia koszulek z pana P. Dobrze wiedzieć tak na przyszłość.

7. Fonetyka.
Fonetyka = never ending story. Znów słówka do transkrypcji. Później ładnie się ich nauczyć i napisać teścik. E no chyba nie ! Słówka w ilości ponad 400 to chyba lekka przesada jak na jeden test, do tego ta super transkrypcja.  Wish me luck, people! 



Nie zostaje nic więcej do powiedzenia jak tylko :
KEEP CALM AND READ BOOKS !


wtorek, 11 grudnia 2012

Dzień 72: Fonetyka raz jeszcze, przeziębienie i żelki

Dziwnym być może to, że właśnie dzięki przeziębieniu moja wymowa i ten cały British Accent jest o wiele lepszy. Wymawianie pięknego dyftongu 'ae' przychodzi mi jakoś łatwiej. Ale tu pojawia się problem i jeden dylemat. Zostać przeziębionym i pozbyć się B.A. czy pozostać wiecznie przeziębionym i zadowolić pana magistra fantastyczną wymową. Jedno i drugie wydaje się być dalekie od rzeczywistości a co dopiero to, że będąc zdrową w końcu wymówię to poprawnie!
Szczerze, to same nazwy tych samogłosek przyprawiają o ciarki: ash, dash, schwa .. Ah eh oh i tyle w tym temacie.

Przez to przeziębienie nie mam chęci na nic. Wróć....... Mam chęć, spać cały dzień, jeść żelki, spać z żelkami, śnić o żelkach i żeby żelki śniły o mnie. A co mi tam! Lubię żelki i one mnie też powinny.
Ale żelki się skończyły, sens życia wraz z nimi także zostaje mi tylko nad tym ubolewać.

Po przeczytaniu jakże fantastycznego opowiadania na literaturę wiem, że nie wiem o nim nic. Było ono tak pokręcone, że chyba bardziej ode mnie. A przyznam, że nie wiedziałam iż jest to możliwe.

A na koniec akcent choinkowo świąteczny. Jutro zajęcia do 17. Miło było was poznać ludzie!


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dzień 71: Słówka, prezentacja i wieczny spokój

Cóż, jak to bywa - znów nauki dużo ;) Słówka, słówka, słówka - jak nie na Łacinę to na Fonetykę ewentualnie Pisanie. Wielkiego wyboru nie ma, a zrobić i tak trzeba. Transkrypcja fonetyczna już mi się w nocy śni (ale nie tylko ona).
Prezentacja na Słuchanie też się sama nie zrobi - jest plan prezentacji, zawsze coś. Jest tydzień może się jakoś sama stworzy.

Nawet internet nie daje mi spokoju. Człowiek chce sobie spokojnie i kulturalnie ściągnąć serial, a tam co? A tam to :


Tak, właśnie to : How now, Brown cow? (dla niewtajemniczonych tytuł książki od fonetyki). To mi chyba nigdy nie da spokoju !?

Serial też się sam nie obejrzy, a jakaś przyjemność w życiu się należy. Jutro "Psycho-Tuesday" także powodzenia, see 'ya soon :))

niedziela, 9 grudnia 2012

Dzień 70: Zapis fonetyczny i wszystko inne

Szybko i zwięźle, za pół godzinki mecz! A sam się nie obejrzy!

Cóż, wczoraj spędziłam ciekawą noc na pisaniu zapisu fonetycznego kilkuset słówek, pytanie - po co? Żeby było zabawnie, skoro pan mgr. M.P. o tym wspomniał to czemu nie, może się przyda. Cóż, co moje to nikt mi nie odbierze!

Później już tylko było ubieranie choinki o godzinie 2 w nocy przy pomocy koleżanki po drugiej stronie łącza internetowego ;) (choinka ma się dobrze, stoi sobie i świeci)

Skrótem mówiąc:  mam chwilowo dobry humor. Dlaczego? Dlatego :


Sprawka Mikołajkowa pewnej kochanej M.:*
Nawet nie przeszkadza mi zmęczenie po napisaniu ponad tysiąca słówek ;)
Dziękuję, dobranoc ! Barca do boju ! <3


sobota, 8 grudnia 2012

Dzień 69: Nauka, sprzątanie i choinka !

Gdy ma się dużo rzeczy do zrobienia nigdy nie wiadomo od czego zacząć, a szczególnie gdy żadna z nich nie wydaje się być jakoś bardziej fascynująca od poprzedniej.

1. Nauka
2. Sprzątanie
3. Choinka

Na naukę znajdę czas wieczorem zaraz po tym jak posprzątam co trzeba. Porządki w moim pokoju robię już chyba od godziny 13! Biorąc piórnik do ręki zauważyłam, że Mr. Banana dziwnie się na mnie patrzy. Zawsze gdy na niego spojrzę mam wrażenie jak gdyby chciał mi zrobić coś złego. A o to dowód :


Hmm, patrzę na stosik notatek i nie wiem co począć. Co najpierw. Łacina, słówka, gramatyka a może poszaleć i zacząć od fonetyki ?! To jak "Ship or Sheep" na początek? Tak, na prawdę bardzo kręci mnie zapis fonetyczny dziesiątek wyrazów !


 I chyba tylko zeszyt do Fonetyki może poprawić mi humor :)






Później przyjdzie czas na ubieranie choinki ! Nie wiem jak inni ale ja ubiorę swoją już dzisiaj, ponieważ bardziej cieszy mnie ona przed świętami niż po. W życiu poprawić humor może mi albo jakieś ciasteczko, dobra kawa lub ubieranie choinki. A że jest sposobność - wybieram choinkę !

Także życzę sobie sama powodzenia aby jakoś to wszystko przetrwać.

So, goodbye - see you soon :)



piątek, 7 grudnia 2012

Dzień 68: Filozofia, "człowiek zagadka" i reszta społeczeństwa

 Zacznnijmy od Filozofii. Wykład jak każdy inny - ma swoje wady i zalety. Po 1. jest 'tak trochę' nudno (tylko trochę, bo jednak nie wszyscy zasnęli - szacunek dla tych ludzi), po 2. notatki, notatki i notatki po 3. i tak nie jestem w stanie ogarnąć tego co przepisuję a co dopiero zrozumieć co pan doktor mówi po 4. czas się dłuży jak gdyby to półtorej godziny trwało co najmniej 4 razy tyle. Skupiając się na zaletach: Filozofię mamy tylko jeden semestr, jedno zaliczenie i 'goodbye philosophy' ! Ale podsumowując nie jest tak źle, można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy takich jak: "dziurawa woda", "idae" czy też "chemia z nie chemicznego punktu widzenia" - dziękujemy panie doktorze !! Dlatego też ze szczerego serca można go nazwać "człowiekiem zagadką" - nigdy nie wiadomo co się przydarzy i czego się dowiemy.

Co do reszty społeczeństwa.. hmm.. średnio mnie ona obchodzi ! Ale są też ludzie, którzy choć 'tak trochę' mnie obchodzą, jest ich niewielu ale są ! Ha! Wydawało się,że będzie dziwnie, sztywno .. Fakt z jednym się zgodzić mogę jest dziwnie (ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu - uwzględniając "psychic tuesdays"). A to zasługa dwóch istot poznanych na tej jakże zacnej uczelni. Mam na myśli panią P. i pana M. (zwanego przeze mnie Bambi - i nigdy nie odpuszczę <3 ). Tak sobie myślę (co jednak mi się zdarza !), że ciężko by było bez tego ludu. Tak siedzieć, nie mieć się do kogo odezwać.. można by było ześwirować (choć bez tego i tak nam jest już niedaleko).

Mamy piątek - hurra jupi yeey - no i co z tego! Bo przecież czas wolny mamy po to by się uczyć, gramatyka, fonetyka, Łacina ,,, i fragment Biblii w j. angielskim ! No chyba troszeczkę za dużo. No cóż nie mam komu tego czasu poświęcić - poświęcę go nauce. Dla siebie i tak za wiele zrobić nie mogę. Ale ... dziś sobie już odpuszczę tego 'romansu' - czas nadrobić zaległości i obejrzeć co nieco i mam tu na myśli Supernatural & Full Metal Alchemist. Swoją drogą zastanawiam się kto był na tyle inteligentny, żeby przełumaczyć "Supernatural" jako "Nie z tego świata".



I końcowa dygresja : Empiku kochany - no way ! To nie jest możliwe aby zachować spokój i uczyć się języków. Tyle w tym temacie ;)


czwartek, 6 grudnia 2012

Dzień 67: Łacina & "reniferu"

Zacznijmy od Łaciny i podstawowego pytania : PO CO TO KOMU ?
Ale fakt, filologia, nauka o języku to też i Łacina się pojawia. Ponoć mieli wycofać - ale jako szczęśliwy rocznik jeszcze musimy się jej uczyć. Koniugacje, deklinacje, sentencje .. pomylić jedną literkę i wszystko na nic. Dobrze, że tylko męczyć się z tym będziemy jeden semestr :) (jeszcze tylko dwa kolokwia i 'bye bye' Łacino). Fakt taki, że nie jest to w sumie takie złe, ale przepraszam bardzo, nauczyć się tylu końcówek deklinacji to chyba nawet świętemu się może pomylić ! Plus piękne 9 stron a5 słówek - proszę bardzo nie mam nic innego do roboty tylko słówka wkuwać, strona bierna sama się nauczy przecież! Bo nauczy się ?! Tak serio Łacina się przydaje - a oto przykład :





Oto właśnie jeden z przykładów jak pożytecznie spędzić lekcję Łaciny i nie umrzeć z nudy ;) Z drugiej strony zajęcia mogą być ciekawe tylko z jednego powodu - gdy pani mgr. Sz. poprosi nas o przetłumaczenie zdania pod 'groźbą' oceny. I choćby nie wiem jak człowiek nie chciał musi być szczęśliwy, że ma okazję zabłysnąć i pochwalić się swoją 'wiedzą' (która najprawdopodobniej gdzieś tam była).

Zmieniając temat o 180 stp. czas na kilka słów o  'reniferu'/ Albowiem 'reniferu' to bardzo przyjazna rzecz, malutka pluszowa z nóżkami jak 'top model'. W tym przypadku są to dwa 'reniferu'.

Czyż nie są cudne te istoty wprost z Biedronkowego koszyczka ? Edward i Al (odziedziczyli swoje imiona bo braciach Erlic - ale o tym może innym razem).

W tej chwili nie pozostaje mi nic innego jak tylko wpaść w wir nauki i życzyć wam Mikołajkowego Najlepszego ;)

A gdyby ktoś zaszalał i chciał się zagłębić w ten wspaniały język zwany Łaciną : >klik<

środa, 5 grudnia 2012

Dzień 66: Decyzja

Szczerze mogę przyznać, że te dwa miesiące były dla mnie ciężkie i 'dziwne'. Po prostu były chwile zawahania, strachu - czy jednak nie zrezygnować. Ale jednak nie, przecież zawsze chciałam studiować filologię (!) to skąd ta dziwna myśl o zrezygnowaniu ?! Tak, po raz kolejny kłania się "kolega strach". Pamiętam bardzo dobrze ten lęk przed pierwszymi kolokwiami, a zdarzyło się i tak, że były trzy w ciągu tygodnia. Pierwsza myśl "Co teraz? Przecież nie zdam !". Ale jednak zdałam. Pokonałam nawet Łacinę! Teraz już jest dobrze, ale do czasu..Do czasu, aż nastanie SESJA ! Słowo 'sesja' jak dotąd kojarzyło mi się z 'sesją fotograficzną'. Cóż, kiedyś w końcu wszystko się zmienia.

Chyba od zawsze chciałam zostać 'filologiem' , choć w życiu poza tym mam więcej pasji, chociażby fotografia czy piłka nożna. No ale tak po 1. piłkarzem to ja nie zostanę (ani ja siebie w tym nie widzę, a co dopiero reszta społeczeństwa - tak więc no way, to odpada). Po 2. fotografia - hmm.. całkiem nieźle, ale z jednej stron jest to tymczasowo strasznie oblegany zawód i ciężko się wybić a po drugie nie chcę sprowadzać fotografii do takiego poziomu, że stanie się ona moją jedyną 'deską ratunku' - fotografia dla mnie jest czymś więcej, czymś co pozwala wyrazić moje uczucia, emocje.. - także i to odpada. W takim razie zostaje filologia. Język angielski pokochałam chyba już w podstawówce dzięki kochanej pani Joli. Mam nadzieję,że ta decyzja jest tą odpowiednią i za te kilka lat nie będę tego żałować !! A jeśli tak? No cóż przynajmniej spędzę parę upojnych lat na romansie z językiem angielskim. Od teraz moimi kochankami są: gramatyka, literatura i fonetyka..a niebawem pojawią się nowi. Ciekawe czy ten 'romans' zaowocuje...


Wtrącając jeszcze na chwileczkę wątek fotografii zapraszam na mojego innego bloga >kilk<
Ahh fotografio miłości ma! <3

Tymczasem czas na romans z tekstami ...

wtorek, 4 grudnia 2012

Dzień 65 : Let it begin

W każdej sekundzie człowieczego życia coś się zaczyna, w tej sekundzie zaczyna się pewna historia (choć szczerze mówiąc zaczęła się ona 65 dni temu , gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg wspaniałej PWSZ). W tej chwili zaczyna się historia tego bloga, moje połączenie ze społeczeństwem. Cóż, sama jeszcze nie wiem co tutaj będzie można zobaczyć, za pewne parę słów na temat filologii, jakieś porady (?), troski doczesnego studenta oraz wszystko inne co akurat przyjdzie mi na myśl - cóż, właśnie taka już jestem.
Teraz zabieram się za czytanie 'wspaniałego' ponoć opowiadania James'a Joyce - The Dubliners: Araby. Zachęcam do przeczytania - literatura angielska nie gryzie (oh, mam taką wielką nadzieję).

James Joyce - The Dubliners: Araby >klik<


A na koniec.. Wiadomość, która w pewien sposób odmieniła moje życie ;)